poniedziałek, 22 czerwca 2015

Wiedza o tym jak zacząć oszczędzać na to czego chcesz

Zmęczony tym, że pod koniec tygodnia znowu widzisz świecącą lampkę, sygnalizującą budy bak. Po dotarciu do domu słyszysz jak dyszą stare sprzęty a może nawet to nie twoje mieszkanie tylko wynajmujesz? Chcesz coś zmienić ale nie wiesz jak Siudo tego zabrać, porady typu weź kredyt i zmień pracę nie skutkują bo twoje obecne dochody nie rokują dobrej zdolności kredytowej i nie musisz być bankowcem aby to ocenić. 


Zacznij o otwarcia konta, pewnie jedno już masz, bo nie da się ówcześnie funkcjonować bez tego, więc otwórz następne, darmowe, albo z oprocentowaniem, ale wówczas zrezygnuj z dodatków typu karta, bo niepotrzebnie za to zapłacisz. Konto będzie służyć jedynie do jednej rzeczy, mianowicie oszczędzania. 

Wraz z wypłatą wpłacaj na to konto pewną sumę pieniędzy i ucz się żyć za mniejszą kwotę. Wiem co myślisz, jak skoro to co masz już ledwo wystarcza, a no na tym polega oszczędzanie na odkładaniu części kapitału. Kredyt to jedna z prostszych dróg, wiadomo, że oszczędzanie tą metodą nie przybliży cię do zakupu luksusowego samochodu, ale pomoże odłożyć pieniądze na nową lodówkę, pralkę czy wkład własny wymagany w kredytowaniu. 

Gdy masz wystarczająco dużo pieniędzy na koncie oszczędnościowym, możesz pomyśleć o otwarciu funduszu inwestycyjnego, odważni mogą otworzyć bardzo agresywne narzędzie inwestycyjne, jakim jest fundusz indeks giełdowy. Oszczędności będą rosły szybciej niż na koncie oszczędnościowym, które nigdy nie będzie nadążać za inflacją. 

Oczywiście to tylko propozycja, ale warto to rozważyć, w końcu co trzeci polak oszczędza, to już nasz dewiza.

Polacy najmniej wiedzą o podatkach i kredytach, z czym jest lepiej?

Chętnie odpowiadacie na pytania, zwłaszcza jeśli idzie o waszą wiedzę? Instytuty, które prowadzą badania często muszą posilać się fikcyjnymi postaciami gdyż nikt nie lubi jak go testują. Ostatnie badania na temat świadomości ekonomicznej Polaków pokazały, że z nasza wiedza ekonomiczna jest trochę na bakier.


Testowano umiejętności obliczania procent, ponadto znajomość podatkową i nie chodzi tu o pytania z zakresu publikacji naukowych ale podstawowe rzeczy, które nam Polakom się należą. Jak się okazuje tylko 1% z nas wie, że od podatku PIT, składając roczne rozliczenie można odliczyć usługi pomocy domowej. O uldze abolicyjnej też wie nie więcej z nas, a co dziwi wiedzą o niej w większości osoby z podstawowym wykształceniem, czyżby Ci jedynie pracowali za granicą. Kto by pomyślał, że w lipcu 2014 roku kiedy prowadzone było badanie mogliśmy skorzystać z ulgi za odsetki od kredytu, oddanie krwi czy szkolenie uczniów cokolwiek to oznacza. 

Dziś na to pytanie odpowiedzi nie były by takie skomplikowane bo rząd zniósł większość ulg, Nie wiem czy te 16%, które odliczało sobie od podatku ulgę rehabilitacyjną, co stało się z ulgą na kościoły czy inne cele użytku publicznego. 

Najbardziej znaną ulga jest oczywiście ulga na dzieci, Internet czy tak mocno reklamowane przekazanie 1% podatku. Kto pomaga nam wypełniać pity? W większości korzystamy z usług księgowych czy biur podatkowych, osoby tam pracujące nie podpowiadają zbytnio jak możemy się rozliczyć by więcej zostało dla nas, a przecież mają ku temu wiedzę, właśnie mają czy nie. To ich wina, że nie udzielają nam podstawowych informacji czy to wina rządu, który nieumiejętnie dysponuje informacją?


Wiedza na temat narzędzi bankowych jakimi są karty płatnicze także jest nijaka, Sama dał bym złapać się na tak sformułowane pytanie, karty pątnicze mają limity? Oczywiście, że mają, zawsze by zakładaniu karty pracownik banku pyta jaki ustalić dzienny limit wypłaty. Może dlatego, że większość nie ustaliła limitów albo korzysta z karty kredytowej, która przecież też ma jakiś limit to pytanie stało się tak skomplikowane. 


Umiemy oszczędzać? Inne badanie pokazują co innego, jednak wiemy, że istnieją coś takiego jak rachunek bankowy, który służy do oszczędzania. Aż 57% z nas mając pewną ilość pieniędzy wpłaciłaby je na rachunek oszczędnościowy. Prawie 40% wie, że najwyższe zyski można osiągnąć inwestując w fundusze a nie wpłacając pieniądze na lokatę. Akcje są zaś należą do narzędzi najbardziej ryzykownych, ale dają też duże zyski, jeśli się uda oczywiście. Prawie połowa z nas posiada wiedzę, że należy wybierać miesięczną kapitalizację środków na lokacie, wówczas zyskujemy więcej.


Poziom naszej wiedzy ekonomicznej jest różny, więcej wiemy o tym co nas faktycznie dotyczy, bo jak to mówią życie uczy. Nie mamy trudności z wskazaniem co to kwota netto czy obliczanie procent, gorzej jest z wiedzą o kredytach czy podatkach. Dlaczego przecież już od narodzin nasze zadłużenie jest szacowane na prawie 34 tys, czyżby bankom nie zależało na tym aby informować nas o wszystkich kruczkach umownych. Jak wygląda wiedza Polaków na inne tematy np. ceny energii elektrycznej w 2015, zagrożeń środowiska czy rozprzestrzenianiu chorób?

Wiedza użyteczna jest dla wszystkich


Pojęcie "bardzo przydatnej wiedzy" pojawiły się na początku 19 wieku, wyrosło w świadomości robotników, Nagle poczuli oni jakby chęć do samokształcenia.
W 1820 i 1830 w Anglii, organizacje klasy robotniczej wprowadziły ten zwrot do opisu zasobu wiedzy, które obejmowała różne "niepraktyczne" według, niektórych dyscypliny. Na liście znalazły się m. in. polityka, ekonomia czy filozofia. Inną opinie na temat wiedzy użytecznej mieli właściciele firm, Ci zaś pod tym pojęciem "wiedzy użytecznej" rozumieli inne dziedziny edukacji, dlatego rozpoczęli proces kształcenia pracowników w "obowiązujących" w ich zakładach dyscyplinach, takich jak inżynieria, fizyki, chemii 

i oczywiście matematyki.

Takie działanie było na rękę, robotnik zyskiwał wiedzę z dziedziny w której pracował, pracodawca zyskiwał pracownika wykształconego. Taka ogólna symbioza prowadziła do rozrastania się niektórych przedsiębiorstw. Wczesny kapitalizm pokazał, że należy inwestować w kadrę pracowniczą bez, której nie da się prowadzić działalności. 

Dziś wielu o tym zapomina, osoby po studiach nie posiadają często wiedzy użytecznej mogącej wykorzystać ją do pracy. Przedmioty jakie wykładane są na uczelniach często nie mają racji bytu w późniejszej pracy. Studia ukończyłam kilka lat temu ale nie pamiętam nazw przedmiotów jakich musiałam się uczyć, a niektóre z nich zakończyły się przecież wysoką oceną w indeksie. Nie ma sensu ukrywać, studia nie powinny trwać 5 lat, trzy to wystarczający czas na opanowanie tego co potrzebne, kolejne dwa niech będą praktyką. Zajęciami, gdzie młody człowiek uczy się tego co będzie robił w przyszłości, wówczas nie będzie szoku, że podczas studenckiego życia wszystko się nam podobało a w pierwszym dniu pracy okazuje się, że to nas nie satysfakcjonuje. Ile to pieniędzy poszło na takie działania, młody człowiek zaczyna kolejne studia, a nie ma pewności, że to jego droga.